O MNIE

Długo myślałam co tu napisać, jak zacząć i … postanowiłam zacząć od początku 😉 . Jako mała dziewczynka zawsze z wielkim przekonaniem o moich zdolnościach kulinarnych „pomagałam” mamie w gotowaniu na wiele różnych sposobów np. rozsypując mąkę, wałkując ciasto tak cieniutko, że trzeba było zagniatać je z powrotem i wałkować jeszcze raz. Nie można zapomnieć o wyjadaniu rodzynek z ciasta, wydłubywaniu kruszonki czy zlizywaniu lukru przy czym zostawiałam bliżej niezidentyfikowane dziury w misternie wykończonych wypiekach (oczywiście wina zawsze spadała to na myszy, to na krasnoludki czy inne stwory zamieszkujące w mojej wyobraźni). Na szczęście moja mama jest obdarzona niespożytymi pokładami cierpliwości, więc rosnąc pod jej skrzydłami mogłam rozwijać się kulinarnie praktycznie niczym nie skrępowana. Drugą osobą, która zaszczepiła we mnie pasję do gotowania była moja babcia z którą nie tylko gotowałam czy piekłam, ale również kisiłam kapustę, ogórki i robiłam inne przetwory, których różnorodność mogła przyprawić o zawroty głowy. Nigdy nie zapomnę tych wielkich 100 litrowych beczek w których raz do roku deptałam kapustę, a wcześniej chowałam się i straszyłam każdego kto do nich zajrzał (przecież nikt nie wiedział, że tam sobie po cichutku siedzę… 😉 ).

I to tyle z czasów „zaprzeszłych” teraz kilka słów na kogo wyrosłam i co tu robię…
Z wykształcenia jestem technologiem żywności i żywieniowcem. Moją wielką miłością jest gotowanie, ale nie takie zwykłe. Kiedy gotuję staram się połączyć zamiłowanie do dobrego smaku oraz wiedzę na temat zdrowego żywienia. Pisząc tego bloga chciałabym:

  • udowodnić, że zdrowe żywienie może być smaczne,
  • podwyższyć waszą świadomość żywieniową oraz
  • dobrze się bawić (i mam nadzieję, że wy ze mną) 🙂

FitTaste.pl jest blogiem o zdrowym stylu życia w moim wykonaniu. Nie jest to natomiast blog o drakońskich dietach (które zresztą uważam za stratę czasu i przynoszące więcej szkód niż pożytku), ma być smacznie i przyjemnie. Osobiście uważam, że wszystko jest dla ludzi i każdy może sobie pozwolić na małe „co nieco” (oczywiście wszystko z umiarem, ja osobiście trzymam się zasady – 90% zdrowych, wartościowych posiłków i 10% zostawiam na bycie łakomczuchem). Dlatego 1 na 10 przepisów może się trafić trochę mniej „fit”.

Życzę wszystkim smacznego, niepohamowanego ślinotoku i zapraszam do mojego małego „fit” świata.